LunaStrażnik Cieni
Rozglądam się jeszcze raz do okoła. Będąc tak blisko ognia nie czuję by był on gorący jest jednak przyjemnie ciepły. Podbudowana słowami Corvusa wchodzę do ogniska. Ostatnim zdarzeniem jakie udaje mi się zobaczyć jest duży wybuch ognia w okół mnie. Zamykam oczy. Po jakiejś dłuższej chwili odnoszę wrażenie że nic się nie dzieje. Otwieram oczy i widzę faktycznie dom, o którym mówił Corvsua. Nie jest to wielki dom jak myślałam, że będzie. Wygląda z zewnątrz na skromny. Przed domem znajduje się o dziwo mały ogródek, do okoła którego biegnie niski płot. Stoję niepewne i przyglądam się temu widokowi. Wolnym krokiem kieruje się do uchylonej furtki. Nim do niej docieram odnoszę wrażenie że jestem obserwowana.
Offline
DaimonMG Cienia
Do Luny:
Gdy tak zbliżasz się do drzwi chatki. Dopiero teraz zauważasz, że krajobraz także się zmienił. Już nie jest taki posępny i złowrogi. Skalne glify i kamieniste równiny zastąpił gęsty las i porośnięte trawą zbocza. Masz wrażenie jak byś nagle znalazła się w obcym miejscu. Gdy masz już zamiar zapukać drzwi się otwierają i staje w nich piękna kobieta. Jest ubrana w szaro-białą suknie z srebrnymi zakończeniami. Twarz ma piękna, ale już nie tak młodą, włosy długie do ramion ma spięte w warkocz, a złote oczy skrywa za okrągłymi okularami.
-Witaj dziecko. Co cię sprowadza do tej krainy? Bo raczej nie jesteś żadnym duchem prawda? Jej melodyjny i śpiewny głos przypomina Ci od razu Twoją ciotkę, która mówiła tak samo gdy wołała Ciebie do domu.
Offline
LunaStrażnik Cieni
Czuję, że łzy cisną mi się do oczu. Przyglądam się Duchowni uważnie.
- Witaj Duchu Asio. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Nie nie jestem Duchem. Jestem Luna - Córa Księżyca. Trochę narozrabiałam i Carvusa pomógł mi wszystko naprawić i dotrzeć do Ciebie. Chciałam Cię prosić abyś pomogła mi dojrzeć w chacie mego przyjaciela to co jest ukryte przed wzrokiem innych. Jednak jak próbowałam Cię wezwać nie dodałam Twojego imienia i zabłądziłam.
Offline
DaimonMG Cienia
Do Luny:
Kobieta patrzy na Ciebie z uśmiechem, po czym mówi spokojnie jak matka, która właśnie przyłapała swoje dziecko na jakimś wybryku, ale nie potrafi się gniewać tylko uśmiecha się do niego.
- Hehh... Droga Córo Księżyca, przywoływanie duchów to nie zabawa. Zaprosiła bym Cię do siebie, ale mam wrażenie, że nie masz już zbyt dużo czasu. Ten jeden raz Ci pomogę, ze względu na Corvusa, gdy wrócisz do swojego ciała będziesz miała dar o który prosiłaś. Zanim jesteś wstanie cokolwiek powiedzieć, Asio składa pocałunek na twoim czole, szepcząc Ci coś. Jednak nie jesteś wstanie zrozumieć co, gdy otwierasz oczy jesteś z powrotem w chacie. Coś się jednak zmieniło, widzisz wszystko, w zupełnie inny sposób. Otaczający Cię świat jest jest w barwach błękitu i bieli. Gdy rozglądasz się tak po chacie, dostrzegasz palenisko które jarzy się teraz białym blaskiem, następnie spoglądając na podłogę dostrzegasz jeszcze dwie skrytki. Jednak są puste.
Offline
LunaStrażnik Cieni
Rozglądam się jeszcze po chacie czy nie widać czegoś więcej jednak nic nie dostrzegam.
- Poddaje się. Mam wrażenie, że coś mi umyka. Dziękuje Ci Asio za dar, którym mnie obdarzyłaś. - Składam prawą pięść na sercu i lekko się kłaniam.
- Dziękuję żywiole Ducha. Pozwalam Ci już mnie opuścić. Dziękuje Asio. - Zbieram swoje rzeczy. spoglądam jeszcze raz na wnętrze chaty i ze smutkiem wychodzę na zewnątrz.
Offline
DaimonMG Cienia
Do Luny:
Gdy wychodzisz przed chatę, nagle tracisz ostrość widzenia. Dostrzegasz Arisę i Ellthariona, ale są jacyś niewyraźni. Zmierzasz w ich stronę a z każdym krokiem coraz gorzej widzisz, nagle upadasz na kolana.
-Luno!! Słyszy podniesiony głos Ellthariona, po czym słyszysz już tylko ich kroki. Pierwsza dopada do Ciebie Arisa. Łapie cię za ramiona i spogląda Ci w oczy. Jedyne co widzisz jak na razie to zamazane kształty.
-Ejj. Dziewczyno co jest?! Otrząśnij się. Arisa zaczyna Tobą potrząsać, sama nie wiesz co się z Toba dzieje. Nagle wszystko wraca do normy, jakby nigdy nic. Zaczyna widzieć normalnie.
- No już lepiej? Pyta ze spokojem Arisa.
- No dobrze skoro już jest wszystko w porządku możemy ruszać? Słyszysz sarkastyczny głos Ellthariona, jak zawsze pełen zabójczego racjonalizmu.
- Daj jej chwilę na dojście do siebie Co Ell Co Ty tam wogule robiłaś?
- Nie unoś się tak moja droga, zamiast się wykłócać lepiej spal ten dom. A o sprawach duchowych pogadamy potem. Mówi Elltharion spokojnie. Po jego słowach Arisa, nic nie mówiąc wstaje i zaczyna chuchać sobie na ręce. Wygląda tak jakby stała na mrozie i próbowała rozgrzać sobie dłonie swoim oddechem. Jednak po chwili zauważasz, drobne światło dochodzące z wnętrza jej rąk. Przez jakiś czas światło to się nasila. Nagle Arisa otwiera dłonie i wypuszcza powietrze jakby zdmuchiwała pasiek pozostały jej na dłoni, a z jej otwartych rąk w kierunku chaty wylatuje smuga gorąca i ognia, która podpala dom. Gdy tak klęczy i podziwiasz dzieło Arisy, podchodzi do Ciebie Ladvarian, kładzie się przy Tobie i mówi, tym swoim troskliwym głosem którego tak nie lubisz.
-Wszystko w porządku? Może lepiej wejdź na mój grzbiet. Zaniosę cię do lasu póki nie poczujesz się lepiej.
Offline
LunaStrażnik Cieni
- Wszystko już dobrze. Za duża ilość światła jak na raz - Patrzę na chatę ze smutkiem w oczach.
- Długo mnie nie było? Może nie powinnaś jej palić? - Wskazuje na chatę ze smutkiem
- Mam wrażenie, że coś przeoczyliśmy. Brakuje mi jakiś elementów układanki. Dobra nic się nie poradzi już. Zbierajmy się do drogi. Ariso mamy wszystko przy sobie co trzeba? - Powoli próbuje wstać na własne nogi. Udaje mi się to mimo lekkiego zachwiania dzięki pomocą Ladiego.
- Dobra ruszajmy - kotku nie patrz tak na mnie. Nic mi nie jest.
Offline
DaimonMG Cienia
Do Luny:
- Mówię wskakuj na mój grzbiet, albo sam Cię w rzucę. Słyszysz w odpowiedzi głos Ladvariana. Zanim zdołałaś cokolwiek powiedzieć, Ladvarian szybkim ruchem cię podciął tak, że straciłaś równowagę i wylądowałaś na jego grzbiecie. W tej samej chwili Arisa z Elltharionem podeszli do was. Oboje wyglądali na dość wyczerpanych już, ale nie dają tego po sobie poznać.
- No dobra Ladvarian. Ruszamy w stronę lasu. Prowadź. Mówi spokojnie Elltharion. Ladvarian ruszył gwałtownie i szybko, omal nie zrzucając przy tym Ciebie. Zostawiliście za sobą, płonącą chatę i krzyki mieszkańców. Widać ktoś musiał zauważyć ogień i zbudził resztę, aby ratować wioskę. Wy jednak nie zważając na to biegniecie w stronę lasu. Pomimo iż jedziesz na Ladvarian widzisz, że wasi nowi przyjaciele nadążają za wami bez większych problemów. Po krótkiej chwili docieracie do lasu. Jest on gęsty, jak atmosfera w chacie Orkowego Szamana, drzewa są na tyle wysokie, że nie widać przez nie, nieba. Gdzie nie gdzie tylko przebijają się blade promienie wschodzącego słońca. Przez te wszystkie wydarzenia, zgubiłaś zupełnie rachubę czasu. Jednak las i tak jest ciemny i mroczny. Zatrzymujecie się na skraju lasu. Ladvarian odwraca się do Ellthariona i mówi.
- Tutaj ślady się kończą. Zatem co macie teraz zamiar zrobić. Mam wrażenie, że o ten pożar mieszkańcy oskarżą tego wilkołaka i jeszcze się zmotywują by go ścigać.
- Na to liczę. Odpowiada z drapieżnym uśmiechem Elltharion. Arisa spogląda na niego i zaczyna wyglądać, ze rozumie o co chodzi przyjacielowi.
- Masz zamiar zrobić z nich przynętę, lub nagonkę..
- A i owszem. To jak Luno spróbujesz powielić mnie i Arisę. Czy tylko siebie powielisz. Tak czy inaczej to się teraz przyda. Po tych słowach Elltharion i Arisa spoglądają na Ciebie w oczekiwaniu.
Offline
LunaStrażnik Cieni
- A powiecie mi co wymyśliliście? Spróbuje was powielić ale nie wiem co z tego wyjdzie. Tylko najpierw muszę z kimś pogadać. - Nie czekając na odzew z ich strony zeskakuje z Ladiego i idę w stronę najbliższego dębu. I zaczynam przykładać do niego ręce by z nim porozmawiać.
Witaj Mój drogi Kochany Dębie. Przepraszam że Cię budzę przysłała mnie tu Twoja siostra brzoza. Powiedziała mi, że potrafisz mi pomóc w sprawie tego zabłąkanego stworzenia które ostatnio nawiedza okolicę. Jesteś moją ostatnią nadzieją w tej sprawie. Proszę dopomóż mi. - Przytulam się jak poprzednio do drzewa nie zważając na nic do okoła.
Offline
DaimonMG Cienia
Do Luny:
Gdy tylko przytulasz się do drzewa, tracisz kontakt z rzeczywistością. Znów tak jak poprzednio, zagłębiasz się w duchowej więzi jaka narasta między Tobą, a drzewem. Zaczynasz czuć, każdy korzeń, każdy listek. Nagle zaczynasz słyszeć aksamitny głos, który do Ciebie przemawia.
- Córo Księżyca. Wiem doskonale, dlaczego tu jesteś i czemu mnie budzisz. Ten las, jest już stary. Coraz mnie tu młodych drzew, a coraz więcej starych i umierających. Na dodatek, przez ostatnie lata zaczęło pojawiać się tu coraz więcej dziwnych stworzeń. Z żalem wspominam czasy, gdy Pasterze drzew zamieszkiwali ten las. Jednak, wracając do tematu. Stworzenie którego szukacie, kryje się głęboko w tym lesie. Idźcie w głąb lasu dalej, aż dojdziecie do opuszczonej chaty. Tam powinno się znajdować. Jednak uważajcie, łatwo możecie się zgubić, im dalej tym ten las staje się gęściejszy, a i drzewa są mnie skore do rozmów. Zbyt duży mrok w nich zagościł, zbyt dużo gniewu i strachu tam jest. Jeszcze masz jakieś pytania? Zmęczona już jestem, tak bardzo zmęczona.. Po tych słowach, zapada milczenie i straszliwa cisza.
Offline
LunaStrażnik Cieni
- Mam jeszcze jedno małe pytanie. Szukam mojego przyjaciela Galora może go znasz? Chciałabym wiedzieć czy znajdę go w tym lesie. - Wtulam się jeszcze bardziej w drzewo z nadzieją, że nie ma go tam.
Offline
DaimonMG Cienia
Do Luny:
Niestety ku twojemu rozczarowaniu, nie dostajesz żadnej odpowiedzi. Więc przerywasz ta magiczną więź gdyż cisza zaczyna trwać zbyt długo. Gdy otwierasz oczy, widzisz pochylających się nad tobą Arisą i Elltharionem. Pod głową czujesz miękkie futro, gdy odwracasz wzrok zauważasz pysk Ladvariana. Zanim cokolwiek zdołałaś wykrztusić słyszysz głos Ella.
- No to czego się dowiedziałaś od przyjaciela drzewa?
- Skończył byś z tymi docinkami Ell. Dziewczyna się stara. Staje w Twojej obronie Arisa.
- No dobra, dobra. Może przesadzam faktycznie, ale coś mi nie daje spokoju. Od momentu jak rozmawiałem z tymi mieszkańcami wioski, mam wrażenie, że coś jest blisko. Coś plugawego i mrocznego i nie jest to nasz przyjaciel wilkołak.
- A niby co innego? Pyta się dociekliwie Arisa.
- Nie wiem. Później o tym pomyśle. na razie trzeba się zastanowić co zrobić dalej. Luno mam propozycję powiel samą siebie tak jak ostatnio.
Offline
LunaStrażnik Cieni
Przytulam się do pyska kota i wracam do siebie w pełni. Po chwili spoglądam na Ellthariona ze złością że mi dogryza.
- Czemu siebie? Powiem tak Dąb mi powiedział że tego potwora spotkamy w głębi lasu w opuszczonej chacie. Tylko las jest gęstszy głębiej i możemy się zgubić. Mówił też że pojawiło się więcej dziwnych stworzeń w okolicy. Trzeba będzie uważać. Powiecie mi w końcu po co mam się powielać?
Offline
DaimonMG Cienia
Do Luny:
- A chociażby po to, żeby łatwiej ten przeklęty las przeszukać. Odpowiada Ci pośpiesznie Elltharion. Wydaje się być mocno podirytowany czymś, jednak sama nie wiesz co to może być. W waszą rozmowę wtrąca się Arisa.
- Wiesz Luno Elltharionowi chodzi też o to, że jeśli Twoja kopia natrafi na coś, czy to niebezpieczeństwo czy to tą chatę, to Ty się o tym dowiesz. A ponieważ będziesz z nami to będziesz bezpieczna. Na chwilę przerywa, by złapać oddech, po czym pyta jeszcze z troską w głosie o jedno. - Bo tobie nic nie grozi - prawda? Zapadła nieprzyjemna cisza. Cała trójka teraz patrzy na ciebie czekając na to co powiesz. Ladvarian patrzy na Ciebie z troska starszego brata, który jest gotowy stawić czoła największemu zagrożeniu byle by ocalić młodszą siostrę. Arisa stara się znaleźć w twoich oczach potwierdzenie tego, że nic ci nie grozi, za to Elltharion wyczekuje odpowiedzi jakby od tego miało zależeć co dalej zrobicie - wbrew pozorom ma rację - dostrzegasz na jego tajemniczych rysach troskę połączoną z odpowiedzialnością jaką stara się unieść na swych barkach.
Offline
LunaStrażnik Cieni
- Nie do końca. Każdą ranę jaką otrzyma kopia ja dostaje. Jeżeli otrzyma pozytywne uczucie to ja też. No to się powielam. - Odsuwam się od nich, by wykonać zaklęcie. Splatam ręce w tajemnym znaku, którego nauczył mnie wuj i wymawiam cicho słowa zaklęcia - Vicus Multiplexa. Nagle z każdej mojej strony pojawiają się dwie moje kopie. Gdy towarzyszące temu obłoki mgły się rozwiewają, spoglądam na swoich Towarzyszy z beztroską miną, mówiąc.
- Zatem co teraz jak już jest nas 8? Staram się by zabrzmiało to beztrosko i spokojnie. Na horyzoncie już widać wyraźniej, że zaczyna świtać mimo to las w głębi jest tak samo mroczny.
Offline